Stonkowe

Get your dropdown menu: profilki

środa, 11 czerwca 2014

Dzień Dziecka

Z okazji Dnia Dziecka życzę wszystkim małym i tym większym dzieciom wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia i samych 6 w szkołach. :)

Pierwszy czerwca dzień radosny
kwitną kwiatki, słońce świeci...
W dniu tak pięknym i wspaniałym
życzę Tobie sercem całym
moc uśmiechu i radości
szczęścia, zdrowia, pomyślności.

PS: Liczę na 6 z informatyki xD

poniedziałek, 31 marca 2014

Od Alex'a

Lasy przybrały różne kolory od złotego po bordowy. Zwierzęta szykują się do nadejścia chłodnej zimy. W takim nastroju przechadzałem się po lesie.  Moje oczy starały się pochwycić każdy najmniejszy skrawek lasu. Byłem w całkiem dobrym humorze. Słońce świeciło jasno  i ogrzewało mi delikatnie grzbiet.  Nagle niebo przysłoniły ciemne chmury.
- A już myślałem, że ten dzień zakończy się tak pięknie.
Przyśpieszyłem kroku jednak ulewa mnie dopadła.  Lunął rzęsisty deszcz.  Zacząłem biec po czym wzrokiem przemierzałem las w poszukiwaniu jakiejkolwiek kryjówki. Po chwili uchwyciłem niewielką lisią norę.  Włożyłem pysk do środka i nosem zacząłem przeszukiwać aby się upewnić czy nie w niej jakiś lokatorów.  Na szczęście nikogo nie zastałem. Wszedłem po czym ułożyłem się.  Widać, że będzie lać do samego ranka. Więc znużony a zarazem lekko zirytowany pogodą usnąłem. Po mimo ciasnoty nawet szybko usnąłem.
Obudziły mnie wesołe świergoty leśnych ptaków.  Leniwie otworzyłem lewe oko. Zauważyłem, że już przestało padać ale niebo było zachmurzone.  Niechętnie wstałem. Od razu wyczułem zapach jakiejś padliny.  Poszedłem za nim ale cały czas byłem czujny bo raczej ofiara sama nie padła. Kiedy doszedłem okazało się, że mam rację. Leżała tam łania a obok niej niedźwiedź, który widać musiał dostać od niego sporego kopniaka bo jedno oko miał zamknięte i sine. No cóż dzisiaj nie ma szczęścia bo akurat nie chce mi się polować.  Wyskoczyłem przed niego.
- Misiu, może masz ochotę na wilczyznę? – zawołałem podle się uśmiechając.
On tylko ryknął rozgniewany po czym ruszył w pogoń za mną. Ja uciekałem po czym odbijając się po kolei od drzew.  On w nie walił jak głupi. W końcu wskoczyłem na całkiem spory głaz. A on nie mógł mnie dosięgnąć .
- Ha, ha !
Zeskoczyłem po czym natychmiast pobiegłem w stronę  padliny.  Z uśmiechem na pysku zacząłem się zajadać. Nagle poczułem ciepły oddech na grzbiecie. Kiedy tylko się odwróciłem  napastnik mnie złapał za lewą tylną łapę i rzucił mną o ziemię.
Szczerze nie poczułem bólu po uderzeniu  tylko po mojej zranione łapie, która miała na sobie całkiem sporą ranę ale mogłem wstać. Wtedy zobaczyłem, że to ten sam misiek.  Natychmiast odskoczyłem i pobiegłem w kierunku najbliższego drzewa. On był za mną.  Odbiłem się od niego i zębami  złapałem go za szyję po czym upadłem brzuch. Futrzak stał przez chwilę ale zaraz upadł  martwy na ziemię.
Ciężko oddychając podniosłem się.  Stojąc na trzech łapach poszedłem przed siebie. Po mimo tego mój humor nadal nie był popsuty.  Nadal z ogromną fascynacją podziwiałem świat.  Czułem wyrazisty ból w łapie ale cóż mogłem zrobić. Nagle poczułem obecność innego wilka.  Obejrzałem się w około lecz nikogo nie ujrzałem.  Zrezygnowany poszedłem dalej.  Po chwili przedmą stała wadera. Bez zastanowienia skoczyła na mnie. Musiała wyczuć zapach krwi. Ja próbowałem uniknąć ataku napastniczki ale zdążyła mnie przygwoździć do podłoża.  Patrzyła na mnie gniewnie a ja odrzekłem:
- Cześć?- powiedziałem uśmiechając się jak idiota.

<Shaba mogłabyś c:>

sobota, 29 marca 2014

Od Diega, C.D. Nigela

Biegałem sobie przez tereny watahy, goniąc zająca. Mały zwierz okazał się bardzo sprytny i zwinny. Ze względu na jego inteligencję pozwoliłem mu pozostać przy życiu i zmęczony stanąłem na chwilkę. Oczywiście prawie od razu, chociaż wolnym krokiem, ruszyłem w dalszą drogę.
Przez przypadek wpadłem w drzewo, ale na szczęście szybko wróciłem do równowagi, jednak wtedy zobaczyłem jakiegoś wilka. Mam na dzieję, że nic nie widział, ale pewnie nie zauważył mojego wypadku. A może po prostu udawał... Sam już nie wiem...
No dobra, w każdym razie to właśnie on zaczął rozmowę:

- Kim jesteś? - zapytał.
- Witaj, jestem Diego. A ty? - przedstawiłem się.
- Nigel. - odpowiedział krótko, po czym dodał - Należysz do tej watahy?
- Tak, a co? - usiadłem na przeciwko basiora.
- Nic, nic... - przysiadł się.
- A Ty też należysz tu? Nigdy Cię nie widziałem...
- Nie jestem członkiem żadnej watahy... - zaczął.
- To może chciałbyś dołączyć? Mówię Ci, same fajne wilki... - uśmiechnąłem się, przerywając nowemu znajomemu. - Mógłbym Cię przedstawić i oprowadzić. Chcesz?

< Nigel? Ale dużo dopisałem... xP >

piątek, 28 marca 2014

Od Nigela

Spacerowałem po cmentarzu. To miejsce było takie spokojne i przyjemne. Co prawda chłodno było, ale dało się wytrzymać.
Kończyła się jesień. Od czasu do czasu padał deszcz. Chodziłem w kółko po terenach watahy do puki nie dotarłem przed Skaliste Szczyty. Tutaj wiało dość mocno, ale to nie przeszkadzało mi w wędrówce.
Chciałem sprawdzić jak daleko dam radę wejść. W końcu zobaczyć coś, czego nigdy nie widziałem. Doznać jakiegoś nowego uczucia. Dowiedzieć się, jak to jest czuć się choć przez chwilę na prawdę wolnym.

- Ale zaraz... przecież chyba jestem ciągle wolny... - zastanawiałem się na głos.

To wszystko nie miało sensu. Zawróciłem i pognałem na jakąś polanę.
Było tam pełno zwierząt. Przechodziłem obok nich, a one nawet na mnie nie spojrzały. Rozglądałem się na wszystkie strony i zauważyłem w oddali jakiegoś wilka.
Podszedłem do niego ostrożnie i spytałem:

- Kim jesteś?
- Witaj, jestem Diego. A ty? - zapytał.
- Nigel. - odpowiedziałem krótko po czym dodałem. -Należysz do tej watahy?
- Tak.

< Diego? >

sobota, 22 marca 2014

Od Diego, C.D. Tennille

Hmm... Tak w ogóle to ja nigdy nie jadłem jagód... Skoro są niesmaczne to nie będę próbował... Aaa... No tak... W końcu jestem mięsożercą, a mięsożercy nie jedzą jagód... Właśnie! Czuję sarnę!

- Cii... - szepnąłem - Chodź za mną...
Ciągle roześmiana Teny zdziwiła się. Chyba zaskoczył ją mój nadzwyczajny węch. Wykonała jednak rozkaz i jakiś czas szliśmy obok siebie w milczeniu.

- Tennille?! - przerwałem w końcu tą głuchą ciszę.

W tej samej chwili usłyszałem głośny stukot kopyt i przed moimi oczami ukazało się stado wielkich, tłustych jeleni. Na serio były wielkie i tłuste. Uciekały sobie tak, że po prostu nie dogonilibyśmy ich już.

- A tam... I tak by uciekły... Miały blisko do lasu... - odparłem, widząc straszliwy wzrok wadery spoczywający na mnie.
- Jesteśmy w lesie, baranie... - przewróciła oczami. - A co niby takiego ważnego miałeś mi do powiedzenia, co?!
- Yyy... Czy chciałabyś zostać moją... przyjaciółką? - uśmiechnąłem się.

< Tennille? XD >

czwartek, 20 marca 2014

Od Tennille, C. D. Diego

Spojrzałam na niego jak na wariata. Jagody, co? A zresztą, niech się chłopak cieszy...
- Nie lubię jagód- mruknęłam.
- Ale czemu!? Są takie jagodowe, jagodaśne, jago...- Diego nie dokończył, gdyż popchnęłam go w przeciwnym kierunku niż rosły jagody.
- Dosyć tych jagód, mieliśmy zapolować- powiedziałam. Basior już miał coś powiedzieć, jednak po raz kolejny przerwałam mu wybuchając głośnym śmiechem. Diego z początku nie wiedział co robić, jednak po chwili poszedł w moje ślady...

< Diego? C: >

wtorek, 18 marca 2014

Od Diego, C.D. Tennille

No... Jagody... Jagody, jagody, jagody... Lepsze niż mięsko... Jagody... Jagodowe jagody z jagodami....

- Co powiesz na jagody? Są takie smaczne... Takie dobre... Takie jagodowe... - uśmiechnąłem się. - Lepsze niż mięsko.
Bez czekania na odpowiedź pobiegłem w stronę wspaniałych owoców... Moje jagódki... Mniam...

- No chodź na jagody! - zawołałem Tennille. - Jagody... Polecam! Znam piosenkę o jagodach!


< Tennille? Jagody! xD >

Od Tennille, C. D. Diego

- Myślałeś o mnie?- spytałam unosząc nieco brew ku górze.
- No, tak jakoś wyszło- powiedział Diego, po czym uśmiechnął się głupkowato. Wywróciłam oczami. Nastała cisza, może nawet nieco niezręczna?
- E... To... Może pójdziemy zapolować czy coś? I tak nie mam co robić...- powiedziałam w końcu.

Basior przystał na to i razem udaliśmy się w kierunku Północnego lasu. Szliśmy wydeptaną przez leśne zwierzęta ścieżką. Po chwili Diego odezwał się.

- To co jemy?- spytał.
- Nie wiem. To, co się trafi...
- Kilka metrów dalej rosną całkiem smaczne jagody...- zaczął myśleć na głos basior. Zaśmiałam się pod nosem.

< Diego? xd >

poniedziałek, 17 marca 2014

Od Diego, C.D. Tennille

Była piękna pogoda. Rozmyślając o pewnej waderze spacerowałem po okolicach. Nagle wpadłem na coś, co krzyknęło. Patrzę, a tu Tennille leży na ziemi! Czyżby ona się jakoś zmaterializowała?! Ja tu o niej myślę, a tu ona!

- Och, przepraszam, nie zauważyłem cię... - zrobiłem dwa kroki w tył.
- Ech... - mruknęła.
- Co Ty tu robisz? - spytałem, ciągle nie wierząc własnym oczom...
- A Ty? - usiadła przede mną.
- Ja tu sobie myślałem o Tobie, a tu nagle się pojawiłaś... Czarna Magia...

< Thennille? Czarna Magia... *O* >

Od Tennille

Wylegiwałam się właśnie na polanie. Drzewa delikatnie szumiały, ptaki śpiewały... Zupełnie tak jak te kilka miesięcy temu, kiedy to postanowiliśmy założyć watahę. Przewróciłam się na drugi bok. Przymknęłam delikatnie oczy i odpłynęłam w zupełnie inny, fantastyczny świat. Nagle z marzenia wyrwał mnie ból w okolicach żeber.
- Ała!- krzyknęłam i poderwałam się na równe nogi.
- Oh, przepraszam, nie zauważyłem cię...

< Diego? XD >

Od Tennille, C.D. Początki watahy

- W sumie, to jest tu nas całkiem sporo. Założenie watahy nie jest głupim pomysłem- powiedziałam w końcu. Wszyscy spojrzeli po sobie.
- No dobrze, a kto będzie Alfą?- spytała Shaba.
- Ty- odparł Diego. Wadera wytrzeszczyła oczy.
- Dlaczego akurat ja?!- zawołała.- Przecież to był twój pomysł.
- Byłaś tu pierwsza- odezwała się Habi.- Po za tym myślę, że się nadajesz- dodała. Wszyscy przytaknęliśmy.
- No dobrze- westchnęła Shaba.- Zostanę Alfą.

I tak o to kończymy tą jakżeż pasjonującą historię >.>

Od Nelli, C.D. Początki Watahy

Spacerowałam sobie, gdy nagle usłyszałam jakieś rozmowy. Pobiegłam tam i zauważyłam kilka wilków.

- Witajcie, jestem Nelli, a Wy? - spytałam, a wszyscy się przedstawili.
- Co tu robisz? - spytał Diego.
- Posłuchaj... - zaczęłam i opowiedziałam swoją historię.
- Smutne... - pożałował mnie.
- No tak, ale umiem z tym żyć.

On opowiedział też swoją, czeka na jakąś dziewczynkę, która chyba nie wróci. Większość wilków też opowiedziało. Każdy miał coś smutnego w życiu, a Tennille nic nie pamięta...

- To co z tą watahą?! - spytał Diego.

< Kto teraz? >

Od Diego, C.D. Początki Watahy

Trochę dziwnie się poczułem, bo wszyscy się na mnie patrzyli... Lubię być w centrum uwagi, ale teraz było inaczej...
Nikt nie odpowiadał długi czas, więc dodałem jeszcze:

- Jeśli nie chcecie, to rozumiem... Tak tylko pytałem, bo trochę Nas jest i w ogóle możemy tak jakby być razem... Znaczy, że w watasze. - spuściłem głowę.

Nagle usłyszałem jednak czyjś głos, więc szybko ją podniosłem.

< Kto coś powie? =) >

niedziela, 16 marca 2014

Od Tennille, C. D. Początki watahy

Ze zdziwieniem patrzyłam na całą tą scenę. Toż to jakiś absurd. Najpierw budzę się na jakiejś łące, nic nie pamiętam, czuję dziwne zapachy, potem jakieś obce wilki wypytują mnie o jakieś dziwne rzeczy, nagle przypływa nie wiadomo jak i nie wiadomo skąd jakiś dziwny basior, a teraz bada wilkami... Czy to się da skomentować?
- Miło mi was poznać- powiedział chyba Mako.
- Trochę nas się tu zebrało- mruknęła Shaba.
- Rzeczywiście- dodałam.
- Co wy na to by założyć watahę!?- wypalił nagle Diego. Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na wariata...

< Ha ha, kto CD? XD >

Od Maka, C. D. Początki watahy

Włóczyłem się po lesie, cały czas myślałem kiedy w końcu znajdę swoje miejsce na ziemi. Nagle zaburczało mi w brzuchu.

-Czas na małe polowanko- uśmiechnąłem się i ruszyłem przed siebie.

Usłyszałem szelest liści, jakiś duży zwierz chodził niedaleko mnie. Podbiegłem tak by nie było mnie słychać i rzuciłem się na ofiarę, był to dorodny jeleń. Po posiłku ruszyłem dalej, szedłem przed siebie sam nie wiedząc gdzie. Po chwili zauważyłem w krzakach parę szkarłatnych oczu, skoczył na mnie wilk. Był czerwono-szary z wielkimi kłami, patrzył na mnie wzrokiem mordercy.
-Co tu robisz?!- warknął.
-Ja...A co cię to obchodzi!- odwarknąłem i odepchnąłem basiora.
Wstałem szybko i pobiegłem. Przedzierałem się przez chaszcze, aż spadłem z urwiska. Kiedy otworzyłem oczy wpatrywały się we mnie trzy wadery i jeden basior. Podniosłem się na ostatkach sił i spojrzałem na każdego.

-Niezłe wejście- powiedział basior i podszedł do mnie- Może ci pomóc?
-Nie dzięki, sam sobie poradzę -odparłem i przedstawiłem się- Jestem Mako, a wy?
-Ja jestem Shaba, to Habira i Tennille, a ten basior to Diego-rzekła jedna z wilczyc.


< Któż teraz? Najlepsze wejście ever XDD >

Od Diego, C.D. Początki Watahy

   Biegałem po lesie już dłuższy czas. Wciąż czekałem na moją panią. Mineło sporo czasu od naszego ostatniego spotkania, ale wciąż miałem nadzieję...
   Nagle wpadłem do wody... Skąd ona się tu wzięła?! Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jestem w ładnym miejscu pełnym kwiatków, drzewek i wader... Były aż trzy i ze zdziwieniem się na mnie patrzyły...

- No co?! Nigdy nie widziałyście pływającego wilka?! - uśmiechnąłem się i wyszedłem z jeziora. - Jestem Diego, a wy?

Usiadłem naprzeciwko nich i czekałem na odpowiedź. Ciągle byłem mokry... A co tam, lubię być mokry! Ale mam nadzieję, że nie widziały jak wpadam, tylko jak już pływam... A może to one mnie wrzuciły do wody?! Sam już nie wiem...

< Która dokończy? Sorki, że krótkie... :C >

Od Habiry C.D Początki Watahy

- Teny, nie pamiętasz nas? - Zdziwiłam się. Nastała cisza. Wadera próbowała sobie coś przypomnieć, ale chyba bez rezultatu.
- Ja Was nie pamiętam... Nie wiem co się ze mną stało.- Urwała Tennille . Była wyraźnie zakłopotana, chociaż jej pełna honoru i chwały mina nie pozwalała tego wyraźnie dostrzec.
- Słuchaj Tennille. - Zaczęła poważnie Shaba . - Pochodzisz z naszej starej watahy, która... Poległa. Najwidoczniej przeżyłyśmy tylko my, choć tego nie wiemy. Nie pamiętasz niczego?
- Niczego. Mam kompletną pustkę w głowie. - Trochę się rozluźniła i usiadła .
- Teny... Była wojn... - Przerwałam kuzynce:
- Nie mów jej o takich sprawach , może lepiej, że nie pamięta tego strasznego czasu. - Widziałam w tej wersji najlepsze rozwiązanie, ponieważ sama miałam nie za dobre wspomnienia.
- Może chociaż pamiętasz rodziców?- Postanowiłam znowu przerwać:
- Siedź cicho!  Przecież to jedno z najboleśniejszych wspomnień jakie mogła mieć! - Trochę się zdenerwowałam.

Nagle z oczu Teny poleciała malusieńka łezka, ledwo dostrzegalna. "Już pamiętam" powiedziała.

Shaba próbując załagodzić atmosferę zaproponowała, żebyśmy poszukały jakiegoś miejsca gdzie, mogłybyśmy się zregenerować i zrelaksować.

< Kto chce dalej ? :D >

Od Tennille, C.D. Początki Watahy

Szłam leśną ścieżką wijącą się pomiędzy drzewami. Ptaki śpiewały, powietrze było rześkie... Dzień idealny! No... Może pomińmy fakt, że nic nie pamiętałam. Skoro już o tym mowa, to co ja robiłam na tamtej łące? Co się ze mną stało? Gdzie ja jestem? Nagle z mych rozmyślań wyrwała dziwna woń... Bez chwili namysłu pobiegłam w tamtym kierunku. Przedzierałam się przez chaszcze, lecz po chwili wyszłam na niewielką polankę. Mój wzrok natychmiast przykuły dwie postacie. Mrużąc oczy wpatrywałam się w dwa siedzące na polanie wilki. Powolnym krokiem ruszyłam w kierunku nieznajomych.
- Kim wy jesteście?- spytałam.

< Habi? ^^ Sorki, że tak krótko :C >

wtorek, 11 marca 2014

Od Shaby: Początki Watahy

   Obudziłam się na łące... Co?! Gdzie ja miałam rozum?! Na takim terenie, a do tego w nocy, mogło mnie coś pożreć! Ja to mam szczęście... Ciągle żyje, chociaż często znajduję się nad przepaścią śmierci...

- Hmm... Jestem głodna... - mruknęłam pod nosem. - Bardzo głodna...

   Wstałam, otrzepałam się i ruszyłam na polowanie. Nie szło mi najlepiej... Wszystkie zwierzęta po prostu zwiały i nikogo nie było... Coś dziwnego wisiało w powietrzu, ale nie miałam pojęcia co. Szłam ścieżką, gdy nagle poczułam zapach czegoś dobrego. To nie był królik czy borsuk, a jak był, to jakiś niezwykły...
   Bez większego zastanowienia stwierdziłam, że sprawdzę co jest źródłem tajemniczej woni. Najpierw biegłam przez las, jednak gdy okazało się, że ''tego czegoś'' nie ma wśród drzew bardzo się zdziwiłam. Na otwartej przestrzeni, tym razem prerii, czułam się nieco mniej pewnie, ale nie zamierzałam teraz zawrócić.
   Biegłam tak przez dość długi czas, po twardej, gorącej ziemi. W końcu znalazłam coś, co bardzo przykuło moją uwagę, a mianowicie wioskę ludzi.
   Była to niewielka osada, otoczona z północnej strony pasmem gór, a z południowej lasem. Całe miasteczko otoczone było niewielkim murem, zapewne chroniącym przed drapieżnymi zwierzętami... W środku niego znajdowały się dosyć niskie, białe domy, które zdobione były czerwonymi lub brązowymi dachami. Ludzie teraz obchodzili jakiś dziwny obrzęd, więc bezpiecznie mogłam przeskoczyć murek i szukać pieczeni.
   Znalazłam wielką, tłustą kaczkę. Nie była wprawdzie przyrządzona przez ludzi, ale świeże mięsko jeszcze bardziej przypadło mi do gustu. Szkoda tylko, że nie była sama, a reszty nie zauważyłam. Kiedy skoczyłam na ptaka, pozostałe ''wzniosły alarm'', ludzie szybko przybiegli, wzięli konie, strzelby i ruszyli za mną w pogoń...
   Trzymając kaczkę w pysku trudniej było biec, ale jakoś mi się udawało. Postanowiłam wbiec do wąwozu, a tam zgubić ''orszak''. Po drodze jednak zraniłam się w łapkę i o mały włos nie zostałabym postrzelona. Tak czy owak udało mi się wyjść ze wszystkiego cało, tylko przez znakomity skok i zręczne, mimo zranionej łapy, ukrycie się w skałach. Wyszłam drugą stroną, a tam zobaczyłam Habirę...
   Nie wierzyłam własnym oczom! Moja kuzynka właśnie wylądowała na trawie. Zapominając o kaczce szybko pobiegłam do niej:

- Habi? - spytałam, wypuszczając z pyska ptaka.
- Sha...? -
wadera również się zdziwiła.
- Ty żyjesz?! -
ucieszyłam się i podbiegłam bliżej. - Co tu robisz?
- Oczywiście... Niestety... Chyba nikt prócz nas nie przeżył... -
spuściła głowę, usiadła i dodała. - Poleciałam szukać nowego miejsca na ziemi, a Ty co tu robisz?
- Ymm... To nie dobrze... Żadne szczeniaki? Przecież wszyscy próbowali uciekać... -
także posmutniałam.
- Nikt. Szczeniaki pozabierano, zanim uciekłam. Może któryś przeżył... Tego nie wiem. Nie zamierzałam nikogo szukać, jeszcze by mnie wrogowie zobaczyli.
- No tak... -
spuściłam łeb i spojrzałam na kaczkę.
- Co to?
- Moje jedzenie. -
przysunęłam ptaka bliżej wadery. - Złapałam u ludzi, bo w lesie niczego nie było... Chcesz trochę?
- Z nieba mi spadłaś z tą kaczką! -
uśmiechnęła się po czym odgryzła połowę kaczki.
Ja także się uśmiechnęłam i zjadłam resztę ptaka, tak samo jak moja kuzynka. Kiedy skończyłyśmy zauważyłyśmy w oddali jakiegoś wilka.

< Tennille? Nie dałaś pizzy, ja nie dałam kaczki xD >