- A już myślałem, że ten dzień zakończy się tak pięknie.
Przyśpieszyłem kroku jednak ulewa mnie dopadła. Lunął rzęsisty deszcz. Zacząłem biec po czym wzrokiem przemierzałem las w poszukiwaniu jakiejkolwiek kryjówki. Po chwili uchwyciłem niewielką lisią norę. Włożyłem pysk do środka i nosem zacząłem przeszukiwać aby się upewnić czy nie w niej jakiś lokatorów. Na szczęście nikogo nie zastałem. Wszedłem po czym ułożyłem się. Widać, że będzie lać do samego ranka. Więc znużony a zarazem lekko zirytowany pogodą usnąłem. Po mimo ciasnoty nawet szybko usnąłem.
Obudziły mnie wesołe świergoty leśnych ptaków. Leniwie otworzyłem lewe oko. Zauważyłem, że już przestało padać ale niebo było zachmurzone. Niechętnie wstałem. Od razu wyczułem zapach jakiejś padliny. Poszedłem za nim ale cały czas byłem czujny bo raczej ofiara sama nie padła. Kiedy doszedłem okazało się, że mam rację. Leżała tam łania a obok niej niedźwiedź, który widać musiał dostać od niego sporego kopniaka bo jedno oko miał zamknięte i sine. No cóż dzisiaj nie ma szczęścia bo akurat nie chce mi się polować. Wyskoczyłem przed niego.
- Misiu, może masz ochotę na wilczyznę? – zawołałem podle się uśmiechając.
On tylko ryknął rozgniewany po czym ruszył w pogoń za mną. Ja uciekałem po czym odbijając się po kolei od drzew. On w nie walił jak głupi. W końcu wskoczyłem na całkiem spory głaz. A on nie mógł mnie dosięgnąć .
- Ha, ha !
Zeskoczyłem po czym natychmiast pobiegłem w stronę padliny. Z uśmiechem na pysku zacząłem się zajadać. Nagle poczułem ciepły oddech na grzbiecie. Kiedy tylko się odwróciłem napastnik mnie złapał za lewą tylną łapę i rzucił mną o ziemię.
Szczerze nie poczułem bólu po uderzeniu tylko po mojej zranione łapie, która miała na sobie całkiem sporą ranę ale mogłem wstać. Wtedy zobaczyłem, że to ten sam misiek. Natychmiast odskoczyłem i pobiegłem w kierunku najbliższego drzewa. On był za mną. Odbiłem się od niego i zębami złapałem go za szyję po czym upadłem brzuch. Futrzak stał przez chwilę ale zaraz upadł martwy na ziemię.
Ciężko oddychając podniosłem się. Stojąc na trzech łapach poszedłem przed siebie. Po mimo tego mój humor nadal nie był popsuty. Nadal z ogromną fascynacją podziwiałem świat. Czułem wyrazisty ból w łapie ale cóż mogłem zrobić. Nagle poczułem obecność innego wilka. Obejrzałem się w około lecz nikogo nie ujrzałem. Zrezygnowany poszedłem dalej. Po chwili przedmą stała wadera. Bez zastanowienia skoczyła na mnie. Musiała wyczuć zapach krwi. Ja próbowałem uniknąć ataku napastniczki ale zdążyła mnie przygwoździć do podłoża. Patrzyła na mnie gniewnie a ja odrzekłem:
- Cześć?- powiedziałem uśmiechając się jak idiota.
<Shaba mogłabyś c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz